PRZEPROWADZKA
Link 06.05.2011 :: 17:50 Komentuj (0)
Można mnie teraz znaleźć na conquer thoughtlessness wróciłam na stare śmieci :)
pozdrawiam! :)
9 razy Czarna wdowa.
Link 12.12.2010 :: 19:13 Komentuj (22)
Siostra i mama wyciągnęły mnie dzisiaj na zakupy. Obiektem poszukiwań były - kozaczki (koniecznie czarne), płaszczyk przed kolano (koniecznie czarny), pantofelki do sukienki (koniecznie czarne), sukienka na studniówkę (rzecz jasna - koniecznie czarna). Grrr. Źle mi w czarnym, wiem. Ale - M. wymyślił sobie czarną koszulę oraz czarny krawat. Na szczęście nie do czarnego garnituru.
A raczej nie on sam to wymyślił a ekspedientka w sklepie, w którym kupił cholernie snobistyczny garnitur. Choć nie powiem - jest ładny, ale będę miała kompleksy idąc na jego studniówkę w kiecce z sieciówki.
Jedyne czego nie lubię w M. to to, że tak wielką wagę przywiązuje do wyglądu, zwłaszcza ubrań. I to, że wybrał sobie tak źle ubraną dziewczynę.
Na zakupach kupiłam tylko czarne kozaczki. Gdy M. przyjedzie z bydg. na sylwestra pójdę z nim po sukienkę. Niech wybierze, skoro taki mądry. O.
Zdolności trzeba mieć od dziecka.
Link 07.12.2010 :: 15:08 Komentuj (16)
Trzeba być mną :) naprawdę, trzeba być mną.
Doprowadziłam wczoraj do trzech wybuchów, i omal nie podpaliłam domu. Przez przypadek rzecz jasna. W kącie, w moim pokoju, pod parapetem stał worek pełen śmieci. Stał sobie już tak jakiś nieokreślony, aczkolwiek dłuższy czas.
Jako że zostałam wczoraj w domu olewając zajęcia, postanowiłam posprzątać domek, a szczególnie mój osobisty pokój. Sama zaczęłam już potykać się o porozrzucane po pokoju rzeczy, a jeśli tak jest, znaczy to tyle, że mój artystyczny nieład - moje naturalne środowisko, w którym najlepiej się czuję - trochę wymknął się spod kontroli.
Ogarnęłam w miarę pokój, złapałam worek i dumna z siebie ruszyłam do piecyka.
Zapomniałam jedynie, że w tym worku mogło być coś łatwopalnego. Zapomniałam, że worek ten był przeznaczony do wyrzucenia do kontenera.
Tak o to, ja, z wydziału biologiczno chemicznego, wrzuciłam butelkę po piance do włosów do ognia.
Poproszę o brawa.
The Beatles - Love Me Do
8 minut
Link 06.12.2010 :: 08:31 Komentuj (3)
[...] Ktokolwiek widział jak Leila delikatnie bierze papierosa w palce, jak przeciąga go wzdłuż rozedrganych nozdrzy, a potem ze świecącymi oczyma, napiętym karkiem, z oczekiwaniem na twarzy, z wargami, które zdają się szeptać: ,,Zobaczysz kochanie, jak pięknie będziesz pachniał, gdy zapłoniesz", zbliża czubek papierosa do zapalniczki, ten wie, czym jest spotkanie z rozkoszą. Iskra. Żar. Nawet papier jęczał z podniecenia. Następnie Leila podnosiła papierosa do ust, wdychała starannie jak wiolonczelistka, przymykała powieki, odrzucała głowę do tyłu i miało się wrażenie, jakby papieros wchodził w nią. Teraz po przeciwruchu, po kilku spazmach - jej pierś wznosiła się, plecy opierały o kanapę, kolana rozsuwały - widać było, że całe jej ciało pożąda dymu, przyjmuje go w siebie i wchłania z oddaniem. Po czym otwierała oczy i mrugając rzęsami, z błędnym wzrokiem, przypominała kochankę, która zaskoczona, drżąc, z wypiekami na policzkach wyłania się z miłosnej nocy z sułtanem. Przez chwilę można by pomysleć, że boi się, by znów jej nie ubrano. Potem dłoń z papierosem wracała przed usta, wargi obierały cel i z gardła i nozdrzy wydobywał się wolno, niechętnie i niespiesznie dym, którego cudowna biel kontrastowała z ciemną skórą Leili. [...]
Eric Emmanuel Schmitt ,,Ulisses z Bagdadu"
Obiecywałam sobie, że rzucę. Znów zapaliłam.
Sojka - Nocny papieros
Boskość i lęk
Link 04.12.2010 :: 00:00 Komentuj (1)
Jestem boska. Naprawdę boska. Zawsze wiedziałam, że mam w sobie to coś. Właśnie znalazłam gwarancję telefonu, który ukradziono mi w lipcu. Tą gwarancję, której potrzebowałam, a raczej zapisanego na niej numeru fabrycznego IMEI, by odzyskać ten telefon. Gwarancję, którą uznałam za straconą po kilkudniowych poszukiwaniach. Gwarancję, której jak myślałam, wcale nie wyrzuciłam razem z pudełkiem tydzień przed kradzieżą, przy okazji remontu. Wystarczyło zaglądnąć do teczki z notatkami...
Mama zawsze powtarzała mi, że jestem zdolna. Miała rację. Ale będzie moim psychoanalitykiem jeszcze przez rok, potem jadę do Lourdes.
Michał kolejny już raz dopytywał, czy jak skończę się uczyć przyjadę do niego, do poznania. Powiedziałam, zgodnie z prawdą, że tak. Przemilczałam jednak moją niechęć, obrzydzenie i lęk przed tym miastem. Od października, przez dwa lata będzie tam sam. W mieście, w którym mieszka przeze mnie Tak Bardzo Znienawidzona Panienka M. Boję się. Michał pyta, czy naprawdę chcę, mówię że tak. Wiem jakie to dla niego ważne, wiem, że poznań jest jego marzeniem, wiem to wszystko. I chcę żeby był szczęśliwy, żeby się realizował. Czuję, że i ja będę szczęśliwa będąc w końcu przy nim, tak na codzień. Będę mogła być przy nim, a nie 900km dalej. Tylko, gdyby nie ta TBZPM. Cholipa.
Nigdy jeszcze tak bardzo się nie bałam. Niedługo minie rok, jak był z nią na świątecznym spacerze. Byłam wtedy jego przyjaciółką, powierniczką, mentorką, siostrą. Dlaczego tyle mi o niej opowiadał? Dlaczego ja nie potrafię o niej zapomnieć? Dlaczego nie mogę zapomnieć jego słów o niej? O jej pięknych, cudownych brązowych oczach? O jej charakterze, o tym jaka jest cudowna, zabawna, inteligentna. Już teraz wiem, co miała na myśli moja ownlog'owa znajoma pisząc, że "najgłupsze co mogłam zrobić, to zakochać się w przyjacielu. jeszcze głupszym będzie powiedzeniu mu o tym. śmiertelnie głupim będzie związek z nim. za dużo wiesz Joc. nie rób sobie tego". Zakochałam się. Prawdy domyślił się sam, w 3 miesiące po tym, jak ja zdałam sobie z tego sprawę. I jestem z nim. Zrobiłam trzy najgłupsze rzeczy. Jestem idiotką. Na dodatek szczęśliwą idiotką, zakochaną z wzajemnością, ale też ciągle obawiającej się straty ukochanego.
Totalny mętlik w głowie. Totalny.
Sojka - Tolerancja